Widowiskowa odmiana boksu wkracza do Polski. "Czegoś takiego jeszcze nie było"

Boks na gołe pięści trafia do Polski! Już na początku czerwca ma się odbyć pierwsza gala nowopowstałej federacji Gromda – Fight Club. – Jedno jest pewne: to nie będzie jednorazowa akcja. Gorąco wierzę, że Polacy pokochają walki na gołe pięści – mówi nam Mariusz Grabowski, pomysłodawca projektu i promotor bokserski.

Walki na gołe pięści są stare jak świat. A nawet jeśli nie aż tak stare, to wiemy, że odbywały się już w starożytnej Grecji i Cesarstwie Rzymskim. Natomiast walki na gołe pięści, które możemy uznać za podwaliny pod boks, zdobyły wielką popularność dopiero w XVIII i XIX wieku. Największą legendą walk na gołe pięści był John Sullivan, który zarazem uznawany jest za pierwszego mistrza świata wagi ciężkiej w boksie zawodowym. Sullivan ostatnią walkę bez rękawic stoczył w 1899 roku, kiedy w 75. (!) rundzie znokautował Jake’a Kilraina. Starcie trwało grubo ponad dwie godziny. I to właśnie wtedy boks zaczął spychać na margines brutalną jatkę na gołe pięści. W 1899 roku Stany Zjednoczone zdelegalizowały walki na gołe pięści.

Aby znowu w pełni legalnie obejrzeć taką walkę, trzeba było czekać aż 119 lat. W 2018 roku stan Wyoming dał zielone światło (28 stanów odmówiło). Sytuację wykorzystał David Feldman, były amerykański pięściarz, który założył organizację Bare Knuckle Fighting Championship. Federacja ta zrzesza byłych pięściarzy (Paulie Malignaggi, dawny mistrz świata) i zawodników MMA (np. Artem Lobov, były zawodnik UFC). Moda w końcu przyszła do Polski. Już niedługo zadebiutuje nowy projekt – Gromda: Fight Club.

„Takiego wydarzenia w Polsce jeszcze nie było”

– Niedawno pojawiła się federacja, która zrobiła galę walk MMA bez rękawic, natomiast my, jako Gromda – Fight Club, chcemy robić boks na gołe pięści. Takiego wydarzenia w Polsce jeszcze nie było. Poza tym w naszym projekcie każdemu zawodnikowi przysługują pieniądze, a nie tylko ostatecznemu zwycięzcy. Podczas pierwszej i drugiej gali będą trwały eliminacje, a dopiero na trzeciej imprezie poznamy pierwszego mistrza federacji Gromda. Początkowo nie będziemy sięgać po zbyt medialnych zawodników. Jak ludzie się oswoją z naszym projektem, to dopiero damy głośniejsze nazwiska. Chcemy w przyszłości sięgać po zawodników z boksu czy MMA, ale myślę, że dopiero na trzeciej, czwartej gali. Na razie wspiera nas np. Mateusz Borek – mówi nam Mariusz Grabowski, promotor bokserski i pomysłodawca projektu.

Jeśli pandemia się uspokoi, to pierwsza gala odbędzie się na początku czerwca. Grabowski chce, aby odbyła się na świeżym powietrzu, ale – przez ograniczenia rządowe – bez kibiców. W pierwszej wersji będzie to projekt internetowy, sprzedawany za 19,99 zł w systemie Pay Per View. Areną zmagań będzie zmodyfikowany ring bokserski o wymiarach cztery na cztery metry, a walki toczyć się będą na dystansie czterech rund po dwie minuty. W turnieju weźmie udział 16 uczestników wywodzących się z boksu, K-1 czy muay thai. Główną nagrodą w turnieju będzie 100 tysięcy złotych. Podczas każdej imprezy zostanie nagrodzona najlepsza walka bonusem w wysokości 10 tys. zł. Za każdą wygraną walkę zawodnik otrzymuje dwa tys. zł. Za udział w samym turnieju, niezależnie od wyniku jego zmagań, uczestnik ma gwarantowane również wynagrodzenie pieniężne.

– Jedno jest pewne: to nie będzie jednorazowa akcja. Gorąco wierzę, że Polacy pokochają walki na gołe pięści. Kiedyś MMA miało problem, aby przebić się do świadomości kibiców, bo było uważane za bardzo brutalny sport. Podobna sytuacja teraz jest z nami. Minie trochę czasu, zanim nasz produkt trafi do telewizji. Jesteśmy jednak pierwsi w Polsce, więc to będzie nasza przewaga nad konkurencją, która na pewno się pojawi – kończy Grabowski.

 

GROMDA™ Oficjalny serwis internetowy.
Wszelkie prawa zastrzeżone. | All rights reserved.